Aktualności

źródło: windykacja.pl

2019-05-21
Długi z odroczonym terminem płatności

Aż 29 proc. Polaków przynajmniej raz miało problem z terminową spłatą zobowiązań. Najczęściej radzą z tym sobie… przesuwając spłatę na późniejszy termin. Przyznaje tak ponad 1/3 z nich, z kolei 31 proc. zaciska pasa, aby mieć z czego uregulować dług. Co czwarta osoba ratuje się „kredytem” u rodziny lub znajomych, a co piąta podejmuje dodatkową pracę. Taki obraz płatniczych zachowań Polaków przynosi badanie przeprowadzone przez IMAS International na zlecenie Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej. W bazie danych KRD figuruje obecnie 2 534 380 osób, które nie oddały łącznie 45,8 mld zł. Badanie „Dlaczego Polacy się zadłużają” pozwoliło dowiedzieć się, gdzie się zapożyczamy (1. część), a także jak radzimy sobie ze spłatą długów (2. część). Trudno spłacać, gdy życie zaskakujeZ badania KRD wynika, że 29 proc. Polaków miało kłopot z terminowym regulowaniem swoich zobowiązań - kredytów i pożyczek, ubezpieczenia, ale także czynszu, rachunków za telefon, prąd, gaz, Internet, telewizję itp. Problem ten z reguły nie dotyczy osób starszych w wieku powyżej 65 lat - 83 proc. z nich nigdy nie miało takich perturbacji. Kłopoty ze spłatą zobowiązań mają kilka przyczyn. U 1/3 osób pojawiają się nieplanowane wydatki, jak naprawa samochodu czy sprzętu domowego. To powoduje, że domowego budżetu nie wystarcza na wszystkie potrzeby i robi się w nim dziura. 17 proc. osób potwierdza, że po prostu wydało za dużo na rzeczy, które akurat musiało kupić. Dla ¼ źródłem problemów finansowych jest utrata pracy bądź zmniejszenie pensji. To dość zaskakujący wniosek z badania, biorąc pod uwagę, że dziś praca szuka człowieka, a nie odwrotnie. Jednak o ile w dużych i średnich miejscowościach etaty są, to w małych miejscowościach i na wsiach, zwłaszcza tych położonych z dala od większych ośrodków, możliwości zatrudnienia są bardzo ograniczone. Utrata pracy bądź zmniejszenie pensji nierzadko oznacza wtedy poważne zawirowania finansowe dla całej rodziny. Także mieszkańcy dużych aglomeracji miewają problemy z zatrudnieniem. Są bowiem branże, które redukują etaty i pracownikom nie zawsze udaje się od ręki znaleźć nową pracę na satysfakcjonujących warunkach. Wtedy do czasu znalezienia odpowiedniej oferty z ostrożności ograniczają wydatki, ale także nie regulują stałych zobowiązań. Zwłaszcza gdy dotychczasowa pensja była na tyle niska, że pozwalała na życie „od pierwszego do pierwszego”.Badanie obnażyło jednocześnie niefrasobliwość Polaków, bo aż 17 proc. osób przyznało, iż zaciągając zobowiązania liczyło, że „jakoś to będzie”. Niemal co 10. osoba wydawała pieniądze lekką ręką zupełnie nie kontrolując, na ile w danym miesiącu może sobie pozwolić.- Okazuje się, że jest też spora grupa osób, które nie spłacają długów całkowicie świadomie. 9 procent badanych mówi wprost, że wiedziało, iż będzie miało problem ze spłatą, ale planowało rozłożyć ją na dłuższy czas. Z kolei 3 procent osób zaciąga różne zobowiązania i reguluje je wtedy, kiedy im pasuje. Znamienne jest także to, że 4 procent badanych celowo nie spłaca długu i czeka na ostateczne wezwanie do zapłaty. Ale to nie wszystko, bo 1 procent otwarcie przyznaje, że w ogóle nie zamierza spłacać długów. To droga donikąd, bo różne zobowiązania szybko się nawarstwiają i zamiast tysiąca złotych do oddania nagle robią się trzy tysiące - mówi Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów.W rzeczywistości ta grupa świadomych dłużników jest większa, bo nawet w anonimowych badaniach ankietowych część respondentów nie przyznaje się do postaw, które nie są społecznie akceptowane.Więcej pracują, aby załatać dziurę w budżecie Mając zaległości finansowe nie tak łatwo jednak wyjść na prostą, ale ważne, aby nie... [więcej]

2019-05-21
Niezdrowe długi lekarzy

Rynek medyczny rozwija się w zawrotnym tempie, a Polacy coraz chętniej korzystają z prywatnej opieki lekarskiej. Z jednej strony jest to efekt trudności z dostępem do państwowej służby zdrowia, z drugiej - wzrostu płac, który pomaga leczyć się poza NFZ. Dobra passa nie chroni jednak branży medycznej przed problemami finansowymi. Z danych Krajowego Rejestru Długów wynika, że prywatne przychodnie i gabinety lekarskie mają ponad 100 mln zł długów. Według ostatnich danych firmy badawczej PMR w 2017 r. rodacy wydali na prywatne usługi medyczne niebagatelną kwotę 22 mld zł. Z jej raportu "Rynek prywatnej opieki zdrowotnej w Polsce 2017. Analiza rynku i prognozy rozwoju na lata 2017-2022" wynika, że rynek będzie rósł w tempie 7 proc. rocznie, czyli w niedalekiej perspektywie 2022 r. będzie warty 31 mld zł. Trzeba jednak wziąć pod uwagę, że największe wzrosty sprzedaży usług notują duże komercyjne sieci medyczne, wspierane silnym marketingiem i napędzane abonamentami, jakie firmy wykupują swoim pracownikom w formie benefitów pozapłacowych. Poza sieciami rynek prywatnych usług medycznych jest w Polsce bardzo rozdrobniony, a wzrosty w tej części rynku nie są i raczej nie będą aż tak wysokie jak wśród dużych graczy. W latach 2017-2022 średni roczny wzrost rynku prywatnej opieki zdrowotnej - rozumianego jako wydatki na usługi medyczne, również w formie ubezpieczeń i abonamentów, jak i wydatki na leki i parafarmaceutyki - wyniesie ok. 6 proc. Zdaniem ekspertów największy potencjał ma jednak segment świadczeń płatnych bezpośrednio z kieszeni pacjenta - stąd prognozowane 7 proc. wzrostu rocznie.Blaski i cienie szybkiego wzrostu Szybki rozwój rynku ma jednak nie tylko swoje blaski, ale również cienie. Z najnowszego zestawienia Krajowego Rejestru Długów wynika, że prywatna służba zdrowia ma ponad 100 mln zł zaległości. Obejmuje ono przychodnie i gabinety lekarskie, a także pozostałą działalność w zakresie prywatnej opieki zdrowotnej, jak gabinety rehabilitacyjne i fizjoterapeutyczne czy laboratoria medyczne. Przy czym zarówno jeśli chodzi o liczbę dłużników, jak i wielkość zadłużenia, zdecydowanie przeważają jednoosobowe działalności gospodarcze.- Kwota 100 mln złotych oznacza aż 10-krotny wzrost zadłużenia w stosunku do zaległości, jakie prywatne podmioty medyczne miały zaledwie 5 lat temu. W 2014 roku było to 10 mln zł. Obecnie w naszej bazie danych figuruje 2 164 dłużników, którzy mają do oddania średnio 46 427 zł. Pięć lat temu było ich 904, a średni dług wynosił 11 tys. złotych - wylicza Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej. Na szybki rozwój rynku ma wpływ mają m.in. nowe technologie, np. możliwość umawiania wizyt przez Internet bez konieczności odwiedzania placówki medycznej oraz wysoka dynamika konsumpcji gospodarstw domowych, dobra sytuacja na rynku pracy i wzrost dochodu rozporządzalnego na osobę. To one będą napędzać prywatny rynek medyczny w Polsce w kolejnych latach. - Polacy płacąc za wizytę u lekarza i badania oczekują wysokiego poziomu obsługi, zarówno jeśli chodzi o kompetencje lekarzy oraz personelu medycznego, jak i sprzętu, na jakim wykonywane są badania czy zabiegi. Dla prywatnych przychodni i gabinetów oznacza to konieczność inwestowania w nowoczesne wyposażenie, a także rozwiązania podnoszące komfort obsługi pacjentów, jak choćby dostęp do wyników badań online. Oznacza to duże nakłady, finansowane zazwyczaj kredytem bankowym lub leasingiem. Potwierdzają to dane KRD - mówi Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.Wierzycielami branży prywatnych usług medycznych są bowiem w głównej mierze banki, które pożyczają pieniądze na zakup sprzętu - lekarze mają im do oddania 53 mln zł. To aż połowa wszystkich długów tej branży notowanych w K... [więcej]

2019-05-21
Rekordowo wysoka kwartalna liczba niewypłacalności polskich firm

W I kwartale 2019 opublikowano informację o 285 niewypłacalnych przedsiębiorstwach wobec 260 w I kwartale 2018 roku - wzrost o 10% w porównaniu r/r, dynamika z ub. roku nie zmniejsza się.Jest to aktualnie czwarty rok z rzędu wzrostu liczby niewypłacalności polskich firm, a tym samym kwartał z najwyższa liczbą niewypłacalności w ciągu dekady. W marcu opublikowano informację o niewypłacalności 100 firm wobec 102 w marcu 2018 roku. Na czele sektorów o największej liczbie/wkładzie w tempo wzrostu niewypłacalności były budownictwo, sektor produkcyjny, handel i usługi, ponownie sektor produkcyjny. Potwierdza to wspólną przyczynę kłopotów polskich firm (obok specyficznych trendów koniunkturalnych) - trwałą słabość finansową, niezwiększanie bazy kapitałowej współmiernie do skali sprzedaży. Największa liczba niewypłacalności miała miejsce w sektorze produkcyjnym (69 firm w I kwartale 2019 r.), usług (67 firm) i w dystrybucji hurtowej (57 niewypłacalności) Branżowa mapa ryzyka nie jest jednolita - nie wszędzie dominowały w I kwartale w tym samym stopniu kłopoty firm handlowych, produkcyjnych i usługowychWarszawa, 15 kwietnia 2019 r. - Euler Hermes, wiodący globalny ubezpieczyciel należności handlowych, zbadał sytuację firm w Polsce pod względem niewypłacalności. W I kwartale 2019 roku w oficjalnych źródłach (Monitorach Sądowych i Gospodarczych) opublikowano informacje o 285 przypadkach niewypłacalności przedsiębiorstw wobec 260 w I kwartale 2018 roku.Niewypłacalności obejmują niezdolność do regulowania zobowiązań wobec dostawców, skutkującą upadłością bądź którąś z form postępowania restrukturyzacyjnego.Źródło: Monitor Sądowy i Gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes z grupy AllianzZmienność branż przeżywających kłopoty na największa skalęW poszczególnych miesiącach I kwartału zmianie ulegały branże, w których wzrost niewypłacalności r/r przyczyniał się do utrzymania a nawet wzrostu ich liczby r/r. W styczniu były to sektory produkcyjny i budowlany, w lutym handel i usługi a w marcu ponownie handel, ale tym razem obok sektora produkcyjnego. Transport doświadczył wzrostu liczby niewypłacalności o 67% r/r, przed handlem (+46%). Wysoka ich liczba w skali kwartału była także w sektorze usług czy w budownictwie, gdzie nawet jeśli już nie rosła r/r, to oznaczała powrót do skali ryzyka z 2017r. , gdy liczba niewypłacalności w ewidentny sposób już rosła (+59% r/r w stosunku do 2016r). Efekt jest jeden - najwyższa liczba niewypłacalności nie tylko w I kwartale czy w ogóle w ostatnim dziesięcioleciu, ale zapewne także od czasu przemian ustrojowych.… i jedna ich wspólna przyczynaJest wiele specyficznych dla poszczególnych branż trendów, stojących za kłopotami firm do nich zaliczanych, ale zmiany sektorów przodujących w zestawieniu niewypłacalności świadczą o szerszych, wspólnych dla całej gospodarki ich przyczynach. Wzrost wynagrodzeń najmocniej dotyka budownictwa i sektora usług mających najwyższy procentowy ich udział strukturze kosztów, wyższe ceny nośników energii z kolei najboleśniej odczuwa przemysł i transport, zakaz handlu... We wszystkie branże uderza zaś wzrost obciążeń podatkowych - czy to wskutek nowych przepisów (jak np. odwrócony VAT czy PPK), czy nawet bardziej jako efekt zmian w ich interpretacji i egzekucji, ale jednak w różnym stopniu i niejednocześnie. Wymienione czynniki nie wyczerpują całej listy przyczyn negatywnie odbijających się na finansach polskich przedsiębiorstw, które same w sobie są po prostu… słabe - ocenia Tomasz Starus, Członek Zarządu Euler Hermes odpowiadający za ocenę ryzyka. - To dlatego wzrost zamówień i obrotów jest nie tylko szansą, ale i jednocześnie zagrożeniem - wymaga bowiem większego wysiłku kapitałowego (np. nakładów na materiały i wspomniane ... [więcej]

2019-05-21
KPF: Czy zmiany cen nieruchomości wpłyną na działalność sektora pośrednictwa finansowego?

Ponad 50% wartości sprzedawanych kredytów hipotecznych przechodzi przez ręce pośredników. W całym 2018 roku wartość kredytów hipotecznych, udzielonych przez pośredników finansowych zrzeszonych w KPF i ZFPF, osiągnęła ponad 28 mld zł. To wyraźny wzrost w porównaniu do roku 2017 - o 7,7 mld zł, a w ujęciu procentowym o 37,8%. Jednocześnie, to najwyższa wartość od siedmiu lat, czyli odkąd Konferencja Przedsiębiorstw Finansowych realizuje badania tego sektora usług finansowych. Współpraca między bankami a pośrednikami rozkwitła w czasach poprzedniego boomu kredytów hipotecznych, kiedy to skala popytu na ten produkt przewyższała możliwości operacyjne banków, a ich rozbudowanie wymagałoby nakładów inwestycyjnych na nowe placówki. Dekada, która minęła, pokazała, że współpraca ta przyniosła korzyści obu stronom. Bankom pozwoliła na rozwój bez konieczności inwestowania w „mury” oraz zatrudnianie nowych pracowników. Zakumulowane przez pośredników środki pozwoliły zaś na inwestycje w technologie i stałe powiększanie własnej efektywności. Ponadto banki, mając pozytywne doświadczenia w tej współpracy, mogły dokonać racjonalizacji sieci dystrybucji (likwidacja placówek) oraz zatrudnienia.Rok 2018 niewątpliwie był udany dla rynku nieruchomości. Choć w porównaniu z rokiem 2017 liczba sprzedanych przez deweloperów lokali spadła, to utrzymujący się nieprzerwanie wyścig zakupowy powodował wzrost cen nieruchomości sprzedawanych nie tylko na rynku pierwotnym, ale i wtórnym. Co ważne - obecna hossa nie przebiega tak gwałtownie, czego dowodem są wzrosty cen nieruchomości w skali dwu-, a nie trzycyfrowej. Biorąc pod uwagę intensywność zakupów na rynku mieszkaniowym oraz warunki sprzyjające finansowaniu kredytem (niskie stopy procentowe, rosnące płace, niskie bezrobocie oraz silne wsparcie ze strony państwa), rekordy na rynku kredytów hipotecznych, z jakimi mieliśmy do czynienia przez większość roku, nie powinny dziwić. Co prawda, w IV kwartale 2018 roku banki istotnie zaostrzyły kryteria udzielania kredytów mieszkaniowych, co głównie wynikało z przewidywanej przyszłej sytuacji gospodarczej. Z drugiej strony, złagodzone zostały niektóre warunki - obniżono marżę kredytową oraz pozaodsetkowe koszty kredytu. W zakresie popytu na kredyt odnotowano zaś w tym okresie niewielki wzrost.- Wyniki sprzedażowe, jakie wypracowali pośrednicy w ubiegłym roku, wskazują jednoznacznie, że dla całego sektora, kredyt hipoteczny jest podstawą ich działalności. To dlatego czynniki kształtujące popyt na kredyty zaciągane w celu finansowania zakupu nieruchomości mieszkalnych na rynku pierwotnym i wtórnym, są niezwykle istotne dla krótkookresowych prognoz funkcjonowania branży pośrednictwa finansowego - o wiele bardziej niż ryzyka makroekonomiczne czy sytuacja na rynku bankowym - zaznaczył dr Mirosław A. Bieszki, Doradca KPF ds. ekonomicznych.Co zdecyduje o przyszłości sektora pośrednictwa finansowego?Z zapowiedzi Prezesa NBP wynika, że polityka niskich stóp będzie kontynuowana i to nawet w średnim okresie. Dla kontynuacji wzrostu rynku nieruchomości - bądź też jego spadku czy zahamowania - decydujące znaczenie będą miały ceny nieruchomości mieszkalnych. Nie ma zgody wśród ekspertów rynku co do kierunku zmian cen w najbliższej perspektywie. Zarówno zwolennicy, jak i przeciwnicy poglądu o utrzymaniu tendencji wzrostu cen, mają swoje argumenty. Prognoza kierunku zmian cen jest istotna, gdyż to właśnie ich ceny będą decydować o skłonności do zakupów nieruchomości oraz wykorzystania kredytów hipotecznych.Za utrzymaniem tendencji wzrostu przemawia kilka czynników, na które wskazują między innymi eksperci mBanku. Ich zdaniem nadal będą rosły dochody do dyspozycji w gospodarstwach domowych oraz kontynuowana będzie „gołębia” polityka pieniężna. Ponadto, liczba mieszkań w Polsc... [więcej]


2019-02-20
Misselling – jedno pojęcie, różny punkt widzenia

Misselling jest jednym z istotnych i coraz częściej poruszanych tematów przez uczestników polskiego I europejskiego rynku usług finansowych już od kilkunastu lat. Mimo to nie została wypracowana wyczerpująca i metodologicznie spójna definicja tego zjawiska. Dokumenty, raporty i opracowania dotyczące występowania praktyk szkodzących konsumentom na rynku finansowym, także te opracowywane na zlecenie Parlamentu Europejskiego, są pełne różnych definicji. Eksperci rynku finansowego, w tym przedstawiciele regulatora i instytucji prokonsumenckich, zaproszeni do udziału w II Krajowej Konferencji Konsumenckiej, zagadnieniu missellingu poświęcili w swych dyskusjach sporo uwagi. Według nich, choć to pojęcie nie jest do końca precyzyjnie zdefiniowane, stanowi naganną I niedopuszczalną praktykę na rynku finansowym.Jak to się zaczęło?Misselling został wyodrębniony w związku z masowym zaistnieniem w latach 1990-2010 w Wielkiej Brytanii praktyki łączonej sprzedaży produktów finansowych i polis ubezpieczeniowych (tzw. PPI). Oferowane polisy były nie tylko bardzo drogie (składki stanowiły od 20% aż do 50% kosztów kredytu), ale pełne wyłączeń ograniczających prawdopodobieństwo wypłaty odszkodowania. Ponadto były często sprzedawane w taki sposób, by klienci nie mieli pełnej świadomości, co kupują, a wręcz wskazywane jako niezbędny składnik produktu finansowego. Polisy te często były też sprzedawane osobom, o których było wiadomo, że nigdy nie byłyby uprawnione do uzyskania odszkodowania. Konsekwencją wystąpienia opisanego zjawiska i jego skali było m.in. uchwalenie w 2012 r. w Wielkiej Brytanii kompleksowej regulacji, która określiła nowe ramy prawne funkcjonowania i nadzoru nad tamtejszym rynkiem finansowego.Autorzy niektórych opracowań dotyczących missellingu wskazują, że powstanie tego pojęcia może być także wiązane z praktykami sprzedażowymi na rynku kredytów hipotecznych typu subprime w USA w latach dwutysięcznych, które są uznawane za jedną z kluczowych przyczyn międzynarodowego kryzysu finansowego, zapoczątkowanego w latach 2007-2008.Jedno pojęcie - różne koncepcjeCzęść ekspertów za misselling uznaje bardzo szerokie spektrum praktyk szkodzących konsumentom, które występują na rynku finansowym. Jako misselling traktują oni zarówno nieodpowiednie, niewystarczające informowanie o ukrytych kosztach, opłatach i ryzykach związanych z produktem finansowym, jak i oferowanie produktów finansowych nieodpowiednich dla klientów, nie uwzględniające uwarunkowań behawioralnych i poziomu ich wiedzy finansowej. Do definicji tego zjawiska zaliczają także uwypuklanie pozytywnych cech produktu finansowego, przy równoczesnym minimalizowaniu informacji o potencjalnych ryzykach. W tym szerokim ujęciu, misselling to także sprzedaż agresywna czy oszustwo, jak również kwestie związane z wewnętrzną organizacją firmy sprzedającej produkty finansowe, takie jak brak właściwego zarządzania i kontroli nad sprzedawcami, w tym pośrednikami i doradcami klienta, motywowanymi do proponowania klientom określonych produktów.Inni rozumieją natomiast misselling wąsko - jako wprowadzanie klienta w błąd w procesie sprzedaży połączone z tzw. niedopasowaną sprzedażą - i odróżniają go wyraźnie od innych, dających się nazwać praktyk szkodzących konsumentom, takich jak np. drapieżna, agresywna sprzedaż bądź działania naruszające prawo, takie jak zamierzone oszustwo. Są też inne koncepcje, wykraczające poza przeważające rozumienie tego pojęcia. Według jednego z takich poglądów za misselling należałoby uznać wprowadzanie na rynek produktów nie „zaprojektowanych” tak, aby zaspokajały potrzeby konsumenta, lecz tak, aby generowały maksymalny zysk dla podmiotu oferującego taki produkt. Istotnym aspektem, na który wskazuje większość uczestników licznych dyskusji na temat misselling jest to, że dzi... [więcej]

2019-02-20
W 2019 roku wzrośnie liczba upadłości

W 2019 uwidoczni się efekt uboczny zbyt niskiego wzrostu gospodarczego i zaostrzenia warunków finansowych. Na poziomie globalnym tendencja wzrostowa w zakresie niewypłacalności przedsiębiorstw utrzymywała się w 2018 r. (+10% r/r), głównie ze względu na gwałtowny wzrost w Chinach (+60%) oraz, w mniejszym stopniu, wzrost w Europie Zachodniej (+2%) W 2019 r. liczba upadłości przedsiębiorstw ma wzrosnąć trzeci rok z rzędu (+6% r/r): wyhamowywanie tempa wzrostu gospodarczego do zbyt niskiego tempa wzrostu w połączeniu z globalnym zaostrzeniem warunków finansowania spowoduje wzrost liczby upadłości w większości krajówW 2018 r. utrzymała się tendencja wzrostu liczby niewypłacalności na świecie, która rozpoczęła się jeszcze w 2017 r., po wcześniejszych siedmiu kolejnych latach znacznego spadków ich liczby. Stąd analizowany przez Euler Hermes globalny wskaźnik niewypłacalności, obejmujący 43 kraje odpowiadające łącznie za 83% globalnego PKB, wzrósł w 2018r. o + 10% r/r. Euler Hermes spodziewa się, że w 2018 r. aż w 20 krajach odnotowano więcej niewypłacalności niż w 2017 r.Trzy czynniki składają się na wyjaśnienie tego faktu: Słabszy kontekst makroekonomiczny dla niektórych krajów; Wdrożenie nowych rodzajów procedur upadłościowych oraz oczyszczenie rejestrów przedsiębiorstw w drodze oficjalnych procedur upadłościowych w kilku innych krajach; Co najważniejsze - większa skłonność do korzystania z procedur dotyczących niewypłacalności w Chinach.Liczba niewypłacalności przedsiębiorstw wzrośnie także w 2019 r. - z powodu zbyt niskiego tempa wzrostu gospodarczegoZdaniem analityków Euler Hermes, tendencja wzrostowa w zakresie liczby niewypłacalności utrzyma się także w 2019 r. (+6% r/r). Tym razem perspektywa ta będzie jednak odzwierciedlać bardziej uniwersalny powód: miękkie lądowanie gospodarki światowej, a w efekcie wolniejsze tempo jej wzrostu na poziomie +3,0% w 2019 r. z 3,1% w 2018 r. i 3,2% w 2017 r. Analitycy spodziewają się, że realny wzrost PKB zmniejszy się w USA (z 2,9% w 2018 r. do 2,5% w 2019 r.), w Strefie Euro (z 1,9% do 1,6%) i Azji (z 5,1% do 4,8%).W rzeczywistości ten malejący popyt zwiększa wrażliwość na zagrożenia firm o wysokich kosztach stałych, a także tych z większymi zapasami lub z problemami w zakresie zapotrzebowania na kapitał obrotowy. Jednocześnie koniec łatwo dostępnego finansowania zwiększa podatność na zagrożenie całych sektorów charakteryzujących się dużym zadłużeniem, a w skali globalnej rośnie wrażliwość na ryzyko u najbardziej zadłużonych firm.Większość gospodarek dla ustabilizowania poziomu niewypłacalności przedsiębiorstw, powinna powrócić (zwłaszcza te rozwinięte) do właściwego dla siebie tempa wzrostu PKB, a nawet je przekroczyć (w tym m.in. powrót do +1,7% dla Europy Zachodniej).Innymi słowy - eksperci Euler Hermes spodziewają się, że stopniowo tempo wzrostu gospodarczego okazywać się będzie niewystarczające dla rosnącej liczby przedsiębiorstw w coraz większej liczbie krajów w odniesieniu do ich kosztów produkcji, kosztów (re)finansowania i wyzwań strukturalnych.W tym kontekście Euler Hermes przewiduje, że w 2019 r. każde 2 z 3 krajów odnotuje wzrost liczby niewypłacalności przedsiębiorstw (w porównaniu z 2 z 5 w 2018 r.). Ponadto w połowie krajów liczba niewypłacalności firm w 2019 r. będzie wyższa niż średnia w latach 2003-2007, przed kryzysem finansowym z 2008 r.Należy zaznaczyć, że z rosnącą liczba niewypłacalności zmierzyć się będą musiały właśnie te kraje, które w ostatnich latach wykazały się dynamicznym rozwojem działalności gospodarczej, ponieważ młode firmy są zbyt słabe, aby przetrwać w obecnych realiach. Wniosek: uważać na startupy!Chiny pozbywają się swoich państwowych firm-zombieGwałtowny wzrost liczby niewypłacalności w Chinach... [więcej]

2019-02-20
Zadłużeni gapowicze

Mówią o sobie „spryciarze” albo „ryzykanci”, inni najczęściej określają ich przymiotnikiem „nieuczciwi”. Gapowicze stanowią około 18% pasażerów transportu publicznego. Ich dług wynosi 398 932 808,31 zł - wynika z danych Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej SA. Na początku lutego liczba biletowych dłużników wzrosła do 311 057. To o ponad 24 tys. osób więcej niż jeszcze rok wcześniej. Całkowite zadłużenie wynosi blisko 399 mln zł, przy czym największą kwotę do spłacenia mają województwa śląskie (114 885 072,09 zł) i wielkopolskie (112 614 804,59 zł). Tam też jest najwyższa średnia wysokość zadłużenia przypadająca na jednego gapowicza, wynosi kolejno 1 643,96 zł (śląskie) i 2 247,53 zł (wielkopolskie). Na kolejnych miejscach znajdują się pasażerowie z województwa łódzkiego: 1 185,19 zł i kujawsko-pomorskiego: 1 014,91 zł. Średnia wysokość mandatowych zadłużeń przypadająca na jednego gapowicza w innych częściach Polski nie przekracza tysiąca złotych.Profil gapowiczaJazda bez biletu, na tzw. gapę to popularne zachowanie wśród pasażerów pomiędzy 26. a 35. rokiem życia oraz ich nieco starszych kolegów. Najczęściej są to osoby bez wyższego wykształcenia, bezrobotne lub zatrudnione na umowę o dzieło czy zlecenie.Prym w liczbie niezapłaconych mandatów za przejazdy komunikacją miejską oraz kolejami wiodą, niezmiennie od kilku lat, mężczyźni. Stanowią oni 66% gapowiczów. Jak wynika z danych KRD, kobiety dużo rzadziej decydują się na podjęcie ryzyka związanego z przejazdem bez ważnego biletu (ok. 34%). Również wartość najwyższego zadłużenia w ich grupie jest ponad 4 razy niższa niż u płci przeciwnej i wynosi obecnie 70 452,69 zł. Rekordzistą jest mężczyzna z województwa zachodniopomorskiego w przedziale wiekowym 36-45 lat, a wysokość jego długu z tytułu nieopłaconych biletów za przejazdy to 312 353,07 zł.Nie płacą, bo… chcą zaoszczędzićCzęść gapowiczów reguluje należności za otrzymane mandaty, ale istnieje też spora grupa osób, które zwlekają ze spłatą zobowiązania lub w ogóle go nie płacą. Taka tendencja utrzymuje się od kilku lat, co potwierdzają badania zlecane przez Krajowy Rejestr Długów BIG SA.- W świadomości osób korzystających z usług transportu pasażerskiego jazda bez biletu jest sposobem na oszczędzanie pieniędzy. Taką filozofię przyjmuje jedna trzecia gapowiczów. Inni deklarują, że lubią liczyć na łut szczęścia pozwalający na uniknięcie kontroli (36 procent). Ponad połowa badanych broni się, że opłaty za przejazdy są za wysokie. Ci, którzy kupują bilety, powołują się w pewnym stopniu na swoją uczciwość (41 procent), chociaż zdecydowana większość, bo aż trzy czwarte pasażerów, przyznaje, że kluczowy jest strach przed kontrolerem - komentuje Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów BIG SA. [więcej]

2019-02-20
Wzrost rynku budowlanego obnaża słabość finansową wielu jego uczestników

W 2018 r. liczba niewypłacalności firm budowlanych wzrosła o 14% r/r, w styczniu 2019 r. mieliśmy do czynienia z kontynuacją tego zjawiska. Jedna z przyczyn to chronicznie niska rentowność firm budowlanych. Profil firm mających z reguły problemy: wyspecjalizowani podwykonawcy, mniejsze i średnie firmy realizujące prace towarzyszące inwestycjom infrastrukturalnym, głównie drogowym i kolejowym. Nic nie zapowiada radykalnych zmian na rynku - im większa skala inwestycji, tym większe z reguły problemy z rentownością prowadzących je wykonawców, a więc i skala potencjalnych strat.Duża skala trwających inwestycji wymaga adekwatnie dużej skali zaangażowania kapitałowego samych firm budowlanych jak i firm współpracujących. Aby skorzystać na zwiększonej fali zamówień, trzeba najpierw zaangażować - przynajmniej częściowo - środki własne. I z tym wiele firm ma problem. Niska rentowność w budownictwie nie jest zjawiskiem nowym, a raczej występującym obecnie ze szczególnym natężeniem. Z analizy Euler Hermes, wiodącego globalnego ubezpieczyciela należności handlowych wynika, że wiele firm już w latach ubiegłych zarabiało stosunkowo mało w stosunku do skali prowadzonych prac, i aby finansować swoje zobowiązania podejmowało się coraz to nowych zleceń. Firmy nie zwiększały więc rentowności - i w ślad za tym nie gromadziły środków własnych, ale zamiast tego zwiększały swoją ekspozycję na ryzyko i zadłużenie. Ta chroniczna słabość finansowa polskich firm budowlanych, a przynajmniej dużej części z nich (może poza spółkami publicznymi), jest jedną z przyczyn obecnej fali niewypłacalności w budownictwie, współwystępującą obok wskazywanych zdecydowanie częściej: wzrostu kosztów materiałów oraz zatrudnienia i problemów ze znalezieniem pracowników.Niewypłacalności polskich firm budowlanychŹródło: Monitor Sądowy i Gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes z grupy AllianzBranża doświadcza stałego wzrostu liczby niewypłacalności - 14% wskaźnik dla całego sektora w skali 2018 roku nie świadczy może o powszechnym załamaniu, ale nadal jest to widoczny problem w sektorze infrastrukturalnym, gdyż firmy wyspecjalizowane w tych pracach stanowią obecnie 70% przypadków niewypłacalności. Pociągają za sobą na dno wiele zaopatrujących firm produkujących materiały budowlane (łącznie wiec budownictwo odpowiada za minimum 40% liczby niewypłacalności polskich przedsiębiorstw).Profil firm mających problemy: małe i średnie firmy wykonujące prace specjalistyczneProfil niewypłacalnych firm wskazuje na to, że największe problemy mają obecnie firmy mniejsze i średnie, wyspecjalizowane w pracach towarzyszących inwestycjom infrastrukturalnym, głównie drogowym i kolejowym. Nie najmniejsze oraz nie te największe - pierwsze są najbardziej elastyczne, najszybciej mogą zarówno opuścić plac nierentownej budowy, jak i znaleźć nową, natomiast te większe - mimo że to w tej kategorii zanotowano największy spadek osiąganych marż, mają z reguły na tyle zdywersyfikowane portfolio oraz własne zaplecze finansowe (spółka matka dająca, lub gwarantująca finansowanie), że z reguły nie słyszy się o problemach tej grupy wykonawców. Z reguły - ponieważ co jakiś czas uaktualniane są wyniki lub ich zapowiedzi ze strony spółek publicznych i pojawiają się w tym gronie zaskakujące in minus wyjątki.Rosną ceny prac budowlanych - ale koszty jeszcze szybciej…Źródło: Główny Urząd StatystycznyJaka jest prognoza dla budownictwa na ten rok, kiedy nastąpi kumulacja problemów, a kiedy sytuacja może ulec poprawie?Nic nie zapowiada radykalnych zmian na rynku - im większa skala inwestycji, tym większe z reguły problemy z rentownością prowadzących je wykonawców, a więc i skala potencjalnych strat. Dodatkowo - wspomniana słabość finansowa widoczna jest nie tylko w trakcie czy na finis... [więcej]


2019-05-21
MŚP w strefie euro mają potrzeby kredytowe na kwotę 400 mld EUR

Małe i średnie przedsiębiorstwa (MSP) w strefie euro mają niezaspokojone potrzeby kredytowe na kwotę 400 mld EUR. Luka w finansowaniu przez banki sektora MŚP (Małych i Średnich przedsiębiorstw) w strefie euro znacznie się zmniejszyła od 2015 roku, kiedy to EBC rozpoczął program łagodzenia ilościowego. Luka ta mierzy różnicę między popytem a podażą kredytów dla MŚP, co oznacza, że wychwytuje ona niezaspokojone zapotrzebowanie na kredyt. Można przyjąć, że spadło ono z poziomu 6% PKB w 2015 r. do 3% PKB w 2019 r. (co odpowiada 400 mld EUR), zbliżając się tym samym do poziomu 2% PKB obserwowanego w USA, gdzie finansowanie przedsiębiorstw jest znacznie bardziej rozwinięte i zróżnicowane pod względem kredytów bankowych i finansowania z innych źródeł dostępnych na rynku.Nadal jednak utrzymuje się zróżnicowanie krajowe. Luka w finansowaniu MŚP ma największa skalę w Holandii (22 %PKB), Belgii (14%) i Francji (9 %), gdzie tempo wzrostu zadłużenia przedsiębiorstw przewyższyło zapotrzebowanie na finansowanie związane ze wzrostem aktywności gospodarczej. W Belgii i we Francji luka w finansowaniu w latach 2015-2019 nawet się zwiększyła, a wskaźniki zadłużenia MŚP są zwykle znacznie wyższe niż trzy lata temu. W międzyczasie MŚP w Europie Południowej zdecydowanie zmniejszyły swój popyt na kredyty, głównie w związku z brakiem ich podaży.Małe i średnie przedsiębiorstwa (MŚP) stanowią ponad 99% wszystkich europejskich przedsiębiorstw niefinansowych a ich finansowanie zewnętrzne (strefa euro) w 70% opiera się na tym zapewnianym przez banki. Sektor MSP oprócz generowania blisko 60% całkowitej wartości dodanej brutto zatrudnia ponad 90 milionów osób, co stanowi prawie 70% zatrudnienia ogółem w sektorze niefinansowym UE-28. Specyficzne cechy MSP sprawiają, że przedsiębiorstwa te są bardziej narażone podczas kryzysów (Chowdhury 2011): Ponieważ nie są one m.in. oceniane na bieżąco przez agencje ratingowe, w razie kryzysu znacznie szybciej będą odcięte od źródeł finansowania niż większe spółki. Ponadto MSP ma skłonność do wytwarzania wysoce specyficznych produktów, wykazuje mniejszą elastyczność w dostosowaniu się (swojej oferty) do kryzysów. W 2009 r. MSP w pierwszej kolejności ucierpiały z powodu światowego kryzysu gospodarczego - zmniejszonego popytu i ograniczonym dostępie do finansowania zewnętrznego.Badanie Euler Hermes koncentrowało się więc na firmach z sektora MSP jako kluczowych podmiotach gospodarki europejskiej; oszacowano w nim lukę w finansowaniu przez banki sektora MSP w całej strefie euro i w sześciu głównych jej krajach: Niemczech, Francji, Włoszech, Hiszpanii, Holandii i Belgi.Zmniejszenie luki w finansowaniu sektora MSP przez banki"Przyjmujemy, że luka w finansowaniu MŚP w strefie euro zmniejszyła się z 6% PKB w 2015 r. do 3% PKB w 2019 r. w strefie euro. Ten poziom luki w finansowaniu przez banki potrzeb kredytowych sektora MSP w strefie euro jest już bliższy analogicznemu w USA, ale wciąż wyższa niż obserwowane tam luka na poziomie 2% PKB", powiedział Kai Gerdes, kierownik działu analiz w Euler Hermes Rating.Najnowszy raport Euler Hermes podkreśla przy tym duży kontrast między głównymi krajami strefy euro (Niemcy, Francja, Belgia i Holandia) a krajami Europy Południowej, takimi jak Włochy i Hiszpania. Euler Hermes zaobserwował silny wzrost popytu na kredyty w krajach centrum Strefy Euro, ale znaczący spadek w krajach Europy Południowej (-59% we Włoszech, -45% w Hiszpanii).„Z jednej strony może to być związane z bardziej ostrożnym zwiększaniem podaży kredytów przez banki (w krajach południa strefy Euro), ale także z większą zdolnością do samofinansowania przedsiębiorstw w tych krajach w porównaniu z głównymi krajami strefy euro”, wyjaśnia Ana Boata, starszy ekonomista w Europie. „Ponadto wzrost inwestycji w krajach Europy Południowej pr... [więcej]

2019-02-28
Przedsiębiorcy dłużej czekają na zapłatę, ale z optymizmem

Z jednej strony więcej faktur nie jest zapłaconych w terminie i dłużej trzeba czekać na zapłatę, z drugiej rośnie liczba firm, które przewidują że w I kwartale 2019 roku kontrahenci będą płacić lepiej - to główne wnioski, jakie płyną z najnowszego badania Krajowego Rejestru Długów i Konferencji Przedsiębiorstw Finansowych - „Portfel należności polskich przedsiębiorstw”. Wartość Indeksu Należności Przedsiębiorstw (INP) w styczniu 2019 r. wyniosła 89,2 punktu. To o 0,6 pkt mniej niż jeszcze 3 miesiące temu i 2,9 mniej niż rok temu. A im mniejsza wartość INP, tym większe problemy z zatorami płatniczymi. Największy wpływ na spadek wartości INP miał wzrost odsetka przeterminowanych faktur w portfelach firm, wydłużenie czasu oczekiwania na zapłatę o 5 dni i wzrost kosztów ponoszonych z powodu braku zapłaty od klientów. Byłby on jeszcze niższy, gdyby nie… optymizm przedsiębiorców, że w kolejnych 3 miesiącach klienci będą płacić lepiej.Opóźnienia przyczyną kłopotówW IV kwartale 2018 roku wzrósł odsetek firm, dla których zatory są barierą w rozwoju. Obecnie już ponad połowa przedsiębiorstw (59,5%) przyznaje, że nieuregulowane w terminie należności stanowią dla nich problem w prowadzeniu działalności:- Opóźnienia w płatnościach od kontrahentów w widoczny sposób zmniejszają konkurencyjność firm na rynku. Obecnie już ponad 37 procent firm z powodu opóźnień musi ograniczyć inwestycje, 29 procent firm nie może regulować terminowo własnych zobowiązań, a co dziesiąta firma ma kłopot z wprowadzeniem nowych produktów na rynek. Tymczasem, firmy, które nie mogą swobodnie inwestować i wprowadzać na rynek nowych produktów, nie mogą się też rozwijać - wylicza Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.Badanie przeprowadzone w styczniu 2019 r. przez KRD i KPF wskazuje, że średni odsetek przeterminowanych należności w portfelach polskich przedsiębiorstw wynosi już 25,6%. W przeliczeniu na złotówki oznacza to, że z każdego 1000 zł widniejącego na fakturze, 256 zł nie zostało przelane na konto sprzedawcy. Dla porównania, w ubiegłym kwartale było to jeszcze 220 zł. Zauważmy, że im większy odsetek przeterminowanych należności w portfelach polskich firm, tym większe prawdopodobieństwo powstania zatorów płatniczych, zwłaszcza w mikroprzedsiębiorstwach czy w takich branżach jak budownictwo.Czekając na GodotaO 5 dni wydłużył się też przeciętny okres przeterminowania faktur. Podczas gdy w zeszłym kwartale firmy czekały na zapłatę od kontrahentów średnio 3 miesiące i 9 dni, to teraz zmuszone są czekać 3 miesiące i 14 dni. Niestety są wśród nich przedsiębiorcy, którzy czekają na płatności od kontrahentów dłużej niż rok. Ich liczba niepokojąco rośnie.- Przypomina to trochę czekanie na Godota, ponieważ należności przeterminowane powyżej dwunastu miesięcy są już zdecydowanie bardziej trudne do odzyskania. Czas gra na korzyść dłużnika. Widzimy tu sporą rozbieżność w postawach między dużymi a małymi i średnimi firmami. Te pierwsze zlecają do windykacji przeterminowane faktury bardzo szybko, często w pierwszym miesiącu od upływu terminu płatności. Te drugie po kilku, a nierzadko po kilkunastu miesiącach. I przez to tracą - komentuje Jakub Kostecki, prezes Zarządu firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso.Sukcesywnie rosną też wydatki firm na cele związane ze skutkami i przeciwdziałaniem opóźnieniom. Obecnie stanowią one 7% wszystkich kosztów w firmach. Jednocześnie o 0,8 pp. do 4,4% wzrósł odsetek firm, które na koszty monitoringu i windykacji przeznaczają 30% i więcej wydatków, oraz spadł udział przedsiębiorstw, w których koszty te stanowią mniej niż 10% (o 4,4 pp. do 72,3%). - Współczesny model windykacji na koszt dłużnika umożliwia odzyskanie pieniędzy w sposób polubown... [więcej]

2019-02-25
Półtora miliarda w niespłaconych pożyczkach

Aż 1,49 mld zł niespłaconych pożyczek mają obecnie Polacy - wynika z najnowszych danych Krajowego Rejestru Długów. Mowa tu wyłącznie o zaległych ratach w firmach udzielających pożyczek, bez udziału banków. Zobowiązania na 500 zł z krótkim terminem spłaty to już przeszłość. Dziś Polacy zapożyczają się nawet na 15 tys. zł, a raty rozkładają na 3-4 lata. Niestety nie wszyscy równie chętnie je spłacają. Długi w firmach pożyczkowych ma już 342 tysiące osób. Branża pożyczkowa w Polsce przechodzi duże zmiany, m.in. powstał Rejestr Instytucji Pożyczkowych prowadzony przez Komisję Nadzoru Finansowego, dzięki czemu zwiększyła się transparentność rynku. Obecnie figuruje w nim ponad 400 podmiotów. Wcześniej Ministerstwo Finansów wprowadziło przepisy nakazujące podwyższenie kapitału zakładowego spółek z tego segmentu do minimum 200 tysięcy złotych. Wdrożyło też ograniczenia dotyczące pozaodsetkowych kosztów pożyczek i kredytów, a więc różnego rodzaju opłat i prowizji. Szybkiemu rozwojowi rynku sprzyjają nowe technologie, które są bardzo pomocne zwłaszcza w segmencie pożyczek o małych kwotach, gdzie liczy się elastyczność i szybkość oceny wniosku złożonego przez klienta. Młodzi biorą onlineJeszcze 4 lata temu długi Polaków wobec firm pożyczkowych, notowane w KRD, wynosiły 589 mln zł. W tym czasie wzrosły niemal 3-krotnie do 1,49 mld zł. Dostępność pożyczek na wyższe niż do niedawna kwoty, czyli nawet 20 tys. zł z kilkuletnim terminem spłaty, jest widoczna także w danych KRD - statystyczny Polak ma teraz do oddania firmie pożyczkowej średnio 4 531 zł. W 2015 r. było to prawie o połowę mniej - 2 451 zł. Tendencja do zaciągania pożyczek na wyższe kwoty nie powinna być zaskoczeniem, ponieważ wzrosła kwota średniego dochodu, którym dysponuje statystyczne gospodarstwo domowe. Według ostatnich danych GUS z 2017 r. przeciętny miesięczny dochód na osobę wyniósł 1598 zł i był wyższy o 6,3 proc. od tego z roku 2016. Zarabiamy coraz lepiej, więc możemy pozwolić sobie na coraz więcej. - Branża pożyczkowa w ostatnim czasie wprowadza podobne standardy postępowania i produkty jak banki. Zwiększyły się kwoty pożyczek, nawet do kilkudziesięciu tysięcy złotych, wydłużył okres, na który są one udzielane, wprowadza się nowe produkty, np. limity pożyczkowe przypominające limity w koncie osobistym. Jednocześnie firmy pożyczkowe bardzo dbają o bezpieczeństwo udzielanych pożyczek. Nie tylko podobnie jak banki, weryfikują pożyczkobiorców w Krajowym Rejestrze Długów na masową skalę, ale gdy następuje opóźnienie w spłacie, dążą do szybszego odzyskania pieniędzy. Coraz więcej firm oczekuje od nas, że odzyskamy pieniądze nie później niż w ciągu 30 dni od upływu terminu płatności. To świadczy o wysokim profesjonalizmie branży pożyczkowej - mówi Jakub Kostecki, prezes firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso.Decyzję o wzięciu pożyczki ułatwiają nowoczesne technologie. Dziś wszystko odbywa się online, co w naturalny sposób zachęca, zwłaszcza młode pokolenie, do korzystania z pożyczek. Trend ten jest widoczny w statystykach KRD, gdzie najbardziej zadłużoną grupą są osoby pomiędzy 26 a 35 rokiem życia. Mają one do oddania ponad 335 mln zł. Miasteczka i wsie pożyczają, ale nie oddająW 2015 r. w bazie danych KRD widniało 240 tys. dłużników pożyczkowych. Obecnie grono to zwiększyło się o połowę do 328 tys. osób. Najbardziej zadłużeni są mieszkańcy miast, którzy mają do oddania firmom pożyczkowym 1,2 mld zł. Na wsiach zaległości są znacznie mniejsze i wynoszą niespełna 272 mln zł. - Patrząc na zadłużenie przez pryzmat wielkości miejscowości, widać, że największy problem ze spłatą pożyczek mają osoby żyjące w tych do 5 tys. mieszkańców. Mają one do oddania prawie 353 mln zł. Rynek pracy jest tam ograniczony, a pensje... [więcej]

2019-02-20
Ministerialny projekt zmian Kodeksu karnego

Ministerstwo Sprawiedliwości przekazało do konsultacji zapowiadany od dłuższego czasu projekt ustawy o zmianie ustawy - Kodeks karny oraz niektórych innych ustaw (projekt z dnia 25 stycznia 2019 r.). Przyświetla mu cel poprawy poczucia bezpieczeństwa i sprawiedliwości wszystkich uczestników rynku. W uzasadnieniu projektu czytamy, że jego autorom przyświecała „potrzeba wzmocnienia ochrony prawnokarnej w zakresie czynów godzących w tak fundamentalne dobra prawne jak życie i zdrowie człowieka, wolność seksualna czy własność. (…) Jest rzeczą oczywistą, że prawo karne ma, za pomocą swoich instrumentów, służyć zaspokojeniu społecznego poczucia bezpieczeństwa i sprawiedliwości”.Poza zmianami, którymi proponuje się wprowadzenie nowych typów czynów zabronionych, zwiększenie zagrożeń karnych przy licznych przestępstwach, czy też wprowadzenie bardziej elastycznego wymiaru kary, warto zwrócić uwagę w szczególności na 2 kwestie związane z rynkiem finansowym.Projekt przewiduje przestępstwo uporczywej windykacji - zgodnie z projektem nowego art. 190a § 3 Kodeksu karnego, uporczywe nękanie innej osoby lub osoby jej najbliższej, wzbudzające u niej uzasadnione okolicznościami poczucie zagrożenia, poniżenia lub udręczenia lub w istotnym stopniu naruszające jej prywatność, podejmowane w celu wymuszenia zwrotu wierzytelności, ma podlegać karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8. Jeżeli zaś następstwem tego czynu będzie targnięcie się pokrzywdzonego na własne życie, sprawca ma podlegać karze pozbawienia wolności od roku do lat 10.Konferencja Przedsiębiorstw Finansowych, podobnie jak Rząd, krytycznie ocenia przypadki prób dochodzenia należności z zastosowaniem praktyk windykacyjnych, które są niezgodne z prawem i dobrymi obyczajami. Członkowie tej organizacji podzielają też pogląd, że przekroczenie prawa przez przedsiębiorcę, zwłaszcza w przypadku gdy skutkowałoby to naruszeniem zbiorowych interesów konsumentów czy jakichkolwiek innych przepisów prawa, powinno pociągać za sobą konsekwencje prawne. Dlatego też KPF przystąpiła do szczegółowej analizy projektu, która potrwa do 8 lutego 2019 r. Po tym terminie organizacja przekaże Ministerstwu Sprawiedliwości swoje oficjalne stanowisko w tej sprawie. - Podzielamy intencje projektodawców, by przeciwdziałać patologiom i adekwatnie je penalizować. Podkreślamy jednocześnie, że z badań opinii Polaków wynika jasno, że oddawanie długów jest co do zasady obowiązkiem moralnym. Mimo to Polacy wciąż akceptują w pełni świadome, krzywdzące wierzycieli zachowania po stronie dłużników. To zaś - obok nagannych praktyk nieuczciwych przedsiębiorców - tworzy potrzebę otwartej, merytorycznej dyskusji interesariuszy. Wektorem tej dyskusji powinno być między innymi to, by konstytucyjne prawo do odzyskania swoich pieniędzy znalazło się także w wiązce celów, jakie proponowana regulacja będzie miała wypełnić, dając poczucie bezpieczeństwa i sprawiedliwości wszystkim uczestnikom rynku. Naszym wspólnym obowiązkiem i dążeniem powinno być też to, by nawet kierując się dobrymi i uzasadnionymi intencjami, nie pogłębić obecnego w Polsce zjawiska niskiej kondycji moralnej - podkreśla Andrzej Roter, Prezes Zarządu KPF - organizacji, która zrzesza firmy windykacyjnei. Ten dokument, chroniący interesy i prawa konsumentów, określa w bardzo konkretny i jednoznaczny sposób, w jaki sposób firmy windykacyjne powinny komunikować się z osobami zadłużonymi, jak powinny chronić informacje i dane osobowe oraz jakie praktyki są zakazane i niedozwolone. Branża rozpoczęła też kampanię „Windykacja? Jasna sprawa”, w której edukuje jak nie popaść w zadłużenie, jak bezpiecznie zaciągać zobowiązania, ale przede wszystkim - jakie prawa ma konsument w kontakcie z windykatorem.Projekt Ministerstwa Sprawiedliwości wprowadza też nowe przestępstw... [więcej]

KONTAKT


PORTAL:
biuro.inkasso-plus.pl/status
SIEDZIBA:
Inkasso Plus Sp. z o. o.
ul. Sowińskiego 46
40-018 Katowice
Tel: +48 327287700
Fax: +48 327287788
email:
info@inkasso-plus.pl
kontakt do inspektora ochrony danych:
iod@inkasso-plus.pl
Nasi partnerzy: